Przyjechałem tutaj na kilka dni, z nadzieją, że uda się zobaczyć jelenie podczas rykowiska. Wieczorem, tuż po zachodzie słońca, zaczęły pojawiać się pierwsze łanie.
Światła było coraz mniej. Każda kolejna minuta odbierała aparatowi możliwości, ale właśnie wtedy wydarzyło się coś wyjątkowego.
Łanie wychodziły ostrożnie, trzymając dystans. Jakby doskonale wiedziały, że ktoś na nie czeka. Zatrzymywały się daleko, obserwowały i znów znikały w półmroku.
Warunki do fotografowania były trudne. ISO rosło, czas coraz dłuższy, a światła wystarczało zaledwie na kilka chwil.
Ale czasami nie chodzi o idealne zdjęcie.
Chodzi o tę chwilę, kiedy stoisz cicho w lesie, zapada zmrok, gdzieś w oddali odzywa się jeleń, a przed Tobą pojawia się zwierzę, na które czekałeś.
Pierwszy wieczór rykowiska nie dał mi wielu zdjęć.
Dał mi za to kilka niesamowitych chwil.
A przede mną jeszcze kilka dni…
