Kolejny dzień i kolejna przygoda z pójdźką.

Publikując następne zdjęcia tej małej sowy, nie chcę jedynie dodawać kolejnych kadrów do galerii. Chciałbym pokazać drogę, która prowadzi do ich wykonania. Bo fotografia przyrodnicza to często nie pojedyncze zdjęcie, ale tygodnie, a czasem miesiące obserwacji, prób i cierpliwego czekania.

Nie zawsze wszystko układa się tak, jak zaplanowaliśmy. Wychodzimy w teren z konkretnym pomysłem, a wracamy bez zdjęcia. Tak było również w przypadku pójdźki. Minęło kilka miesięcy, zanim udało mi się odkryć miejsca, gdzie można ją spotkać. A samo znalezienie odpowiedniej lokalizacji było chyba równie trudne, jak późniejsze wykonanie zdjęć.

Potem przyszedł czas na poznawanie jej zwyczajów. O której godzinie pojawia się najczęściej? W jakiej porze roku jest najbardziej aktywna? Na którym słupku lubi przesiadywać? Które drzewo wybiera jako punkt obserwacyjny? Takie szczegóły robią ogromną różnicę.

W tym przypadku musiałem też zdobyć zaufanie właścicieli farmy koni, poznać miejscowe psy i nauczyć się poruszać po terenie tak, by nikomu nie przeszkadzać. Bywały momenty, kiedy czułem się bardziej obserwatorem codziennego życia gospodarstwa niż fotografem. Czasami miałem wręcz wrażenie, że to ja podglądam ludzi, a nie dziką przyrodę.

Ale właśnie to jest piękne w tej pasji. Każde zdjęcie ma swoją historię. Każdy kadr jest efektem wielu małych kroków, których nie widać na fotografii.

Dzisiejsze zdjęcia może nie są najostrzejsze i daleko im do ideału, ale są częścią tej historii. A ja bardzo się cieszę, że mogę ją z Wami dzielić.

Dziękuję, że jesteście tutaj i że towarzyszycie mi w tych małych fotograficznych przygodach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *