W cieniu murckowskich lasów – niespodziewane spotkanie z danielami 🦌🍂

Choć mówi się, że najlepsze światło do fotografii przyrodniczej to złota godzina tuż po wschodzie lub przed zachodem słońca, natura często pisze własne scenariusze. Moja wyprawa do Lasów Murckowskich (od strony Tychów) rozpoczęła się prawie w samo południe, koło godziny 11:00. Warunki nie były idealne, ale las skrywał zupełnie inne plany.

Zaledwie chwilę po wyjściu z samochodu, niemal przy samym parkingu, spotkałem małą gromadkę danieli. Zanim w ogóle zdążyłem się otrząsnąć, uspokoić oddech i ustawić sprzęt do pierwszego, ostrożnego podchodu… ciszę przerwał trzask zamykanych drzwi samochodu. Dwaj grzybiarze, którzy – sądząc po moim ekwipunku – wzięli mnie pewnie za kompana po fachy, ruszyli żwawym krokiem w głąb lasu. Efekt? Płosząc zwierzynę, zakończyli moją pierwszą sesję zanim na dobre się zaczęła. Ale to nie był koniec…

Ale tak to już jest z dziką przyrodą – uczy cierpliwości. Zamiast rezygnować, ruszyłem ich śladem, dając się oczarować temu wyjątkowemu zakątkowi Śląska.

Kilka ciekawostek o danielach, które warto wiedzieć:

  • Nie są rodzimymi „mieszkancami” naszych lasów: Choć dziś na stałe wpisały się w polski krajobraz, daniele pochodzą z rejonu Mor Śródziemnego (Azja Mniejsza). Do Europy, w tym na tereny dawnej Polski, sprowadzili je już w średniowieczu królestwa i magnateria do parków zamkowych i prywatnych zwierzyńców.
  • Mistrzowie kamuflażu (i elegancji): W przeciwieństwie do jeleni szlachetnych, daniele zachowują swoje charakterystyczne, białe plamki (tzw. cętki) na grzbiecie przez całe życie – choć latem są one znacznie wyraźniejsze niż w grubszej, szarej szacie zimowej.
  • Łopaty zamiast tyk: Samce (byki) danieli noszą niezwykłe poroże, które w górnej części spłaszcza się i poszerza,tworząc tzw. „łopaty”. Co ciekawe, zrzucają je co roku na przełomie kwietnia i maja, po czym odrastają one na jesień w imponującym tempie.
  • Wyjątkowy słuch i węch: To, że grzybiarze spłoszyli je szybciej, niż zdążyłem wycelować obiektyw, nie powinno dziwić. Daniele mają doskonały węch i słuch – potrafią usłyszeć zbliżającego się człowieka z kilkuset metrów,nawet jeśli porusza się bardzo cicho.

Rekonesans – Lasy nad Górną Liswartą

Pierwszy rekonesans w Parku Krajobrazowym Lasy nad Górną Liswartą. 🦌🌲

Udało się spotkać i sfotografować tylko dwie sarny. Ale właściwie… czy można powiedzieć „tylko”? Każde spotkanie z dziką naturą jest przecież małą przygodą i wielkim szczęściem.

Trzeba umieć się zatrzymać, dostrzec to, co otrzymujemy, i być wdzięcznym Bogu za piękno stworzenia, nawet jeśli nie wszystko układa się tak, jak sobie zaplanowaliśmy.

A plan był konkretny — miejscowi opowiadają o stadzie około 30 jeleni, które można tutaj spotkać. Niestety… i tym razem to „niestety” jest już właściwe. Jeleni nie udało się odnaleźć.

Ale może właśnie o to chodzi w fotografii przyrodniczej — nie zawsze o zdjęcie, lecz o samo wyjście w las, oczekiwanie, ciszę i spotkanie z naturą.

Wracamy więc z rekonesansu z nadzieją, że kolejne wyprawy przyniosą nowe spotkania. 🌿

W końcu wyszedł z ukrycia…

Tym razem ukazał się w całej okazałości. Byk jelenia wyszedł z ukrycia, dając nam chwilę, o której wielu fotografów przyrody marzy przez lata. Czasami człowiek wraca na rykowisko kolejny raz, licząc na odrobinę szczęścia… a jednak nie zawsze ono przychodzi.

Tym razem było inaczej. To dopiero mój drugi raz na rykowisku, a pierwszy kilkudniowy wyjazd — i już udało się przeżyć tak niezwykłe spotkanie.

W takich chwilach człowiek naprawdę wie, po co wybrał właśnie takie hobby. Nie tylko dla zdjęcia, ale dla spotkania z naturą, emocji i tych kilku sekund, które zostają w pamięci na długo.

Dzięki Ci, Boże, za piękno Twojego stworzenia i za tę chwilę.

Nagle wyszedł z ukrycia… Jeleń!!!

Tym razem było inaczej. Najpierw usłyszeliśmy go w oddali — potężny głos byka niosący się po lesie. Mieliśmy nadzieję, że się pokaże, ale nikt nie spodziewał się tego, co wydarzyło się chwilę później.

Nagle wyszedł z ukrycia. Potężny, spokojny, zupełnie nieświadomy tego, jak wyjątkową chwilę właśnie nam podarował.

Na takie spotkania niektórzy czekają tygodniami, miesiącami, a czasem wracają przez wiele sezonów. Nam udało się przeżyć ten moment już drugiego dnia.

I właśnie za takie chwile kocham fotografię przyrodniczą — za to, że czasem natura pozwala podejść do siebie wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy.

Łanie we mgle… i byk !

Kolejny poranek na Stawach Milickich. Tym razem przywitała nas mgła i niezwykły wschód słońca. Niebo z minuty na minutę zmieniało swoje barwy — od delikatnego fioletu, przez róż, aż po ciepłe, złote żółcie.

Tego poranka nie chodziło już o idealną ostrość czy perfekcyjne zdjęcie. Chodziło o to, by zatrzymać choć fragment piękna, które właśnie się przed nami otwierało. Takie chwile przypominają, jak wiele piękna daje nam Bóg w naturze — wystarczy się zatrzymać i patrzeć.

Wykorzystać każdą okazje

Drugi wieczór i razem z ksbober.pl nie odpuszczamy. Mimo zmęczenia i niewyspania wykorzystujemy każdą chwilę, czekając na tę jedną wyjątkową okazję. W naturze nie ma gwarancji — trzeba być cierpliwym, wytrwałym i po prostu czekać. Bo czasem właśnie wtedy, gdy wydaje się, że nic się nie wydarzy, pojawia się moment, na który czekaliśmy.

Dzień drugi na Stawach Milickich

Drugi dzień na Stawach Milickich upłynął nam na poszukiwaniu jeleni. Udało się uchwycić tylko jedną łanię, ale jak się okazuje, natura miała dla nas inne niespodzianki. Bogactwo tego miejsca pozwoliło na nowo odkryć fascynujący świat ptaków — ich różnorodność, piękno i codzienne życie. Czasem wystarczy zmienić kierunek spojrzenia, by odkryć coś niezwykłego.

Pierwszy wieczór na Stawach Milickich.

Przyjechałem tutaj na kilka dni, z nadzieją, że uda się zobaczyć jelenie podczas rykowiska. Wieczorem, tuż po zachodzie słońca, zaczęły pojawiać się pierwsze łanie.

Światła było coraz mniej. Każda kolejna minuta odbierała aparatowi możliwości, ale właśnie wtedy wydarzyło się coś wyjątkowego.

Łanie wychodziły ostrożnie, trzymając dystans. Jakby doskonale wiedziały, że ktoś na nie czeka. Zatrzymywały się daleko, obserwowały i znów znikały w półmroku.

Warunki do fotografowania były trudne. ISO rosło, czas coraz dłuższy, a światła wystarczało zaledwie na kilka chwil.

Ale czasami nie chodzi o idealne zdjęcie.

Chodzi o tę chwilę, kiedy stoisz cicho w lesie, zapada zmrok, gdzieś w oddali odzywa się jeleń, a przed Tobą pojawia się zwierzę, na które czekałeś.

Pierwszy wieczór rykowiska nie dał mi wielu zdjęć.

Dał mi za to kilka niesamowitych chwil.

A przede mną jeszcze kilka dni…

Pójdźka w locie.

Nie było łatwo – siedziała dość daleko, na swoim ulubionym słupku, a odległość nie pozwoliła na idealne kadry. Mimo to udało się uchwycić moment startu i lotu, a takie chwile zawsze cieszą.

W fotografii przyrodniczej nie każde zdjęcie musi być perfekcyjne. Czasem największą wartość ma sam moment, który udało się zatrzymać na fotografii.

Zapraszam do oglądania kolejnych ujęć tej małej, ale niezwykle charakternej sowy.

Kolejna wizyta u pójdźek i kolejne obserwacje.

Tym razem miałem już pewność, że warto czekać właśnie przy tym drzewie. To tutaj udało się wykonać dzisiejsze zdjęcia. Nie były to może najbardziej spektakularne chwile, ale każda kolejna obserwacja pozwala lepiej poznać te niezwykłe sowy.

Dowiedziałem się również czegoś nowego – to nie jeden ptak, lecz para pójdźek. Na razie nie potrafię jeszcze rozpoznać, która z nich jest samcem, a która samicą. Zauważyłem jednak pewną różnicę. Jedna z nich ma prawdopodobnie chorą lub uszkodzoną nogę i często odpoczywa stojąc tylko na jednej. Druga, gdy pojawiła się na drzewie, wybrała miejsce nieco wyżej.

Niestety nie udało mi się uchwycić momentu „zmiany wachty”, kiedy jedna zastępuje drugą. Może następnym razem będę miał więcej szczęścia.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć i dziękuję, że nadal śledzicie tę historię. Każda kolejna wizyta przynosi coś nowego.