Dzień drugi na Stawach Milickich

Drugi dzień na Stawach Milickich upłynął nam na poszukiwaniu jeleni. Udało się uchwycić tylko jedną łanię, ale jak się okazuje, natura miała dla nas inne niespodzianki. Bogactwo tego miejsca pozwoliło na nowo odkryć fascynujący świat ptaków — ich różnorodność, piękno i codzienne życie. Czasem wystarczy zmienić kierunek spojrzenia, by odkryć coś niezwykłego.

Pierwszy wieczór na Stawach Milickich.

Przyjechałem tutaj na kilka dni, z nadzieją, że uda się zobaczyć jelenie podczas rykowiska. Wieczorem, tuż po zachodzie słońca, zaczęły pojawiać się pierwsze łanie.

Światła było coraz mniej. Każda kolejna minuta odbierała aparatowi możliwości, ale właśnie wtedy wydarzyło się coś wyjątkowego.

Łanie wychodziły ostrożnie, trzymając dystans. Jakby doskonale wiedziały, że ktoś na nie czeka. Zatrzymywały się daleko, obserwowały i znów znikały w półmroku.

Warunki do fotografowania były trudne. ISO rosło, czas coraz dłuższy, a światła wystarczało zaledwie na kilka chwil.

Ale czasami nie chodzi o idealne zdjęcie.

Chodzi o tę chwilę, kiedy stoisz cicho w lesie, zapada zmrok, gdzieś w oddali odzywa się jeleń, a przed Tobą pojawia się zwierzę, na które czekałeś.

Pierwszy wieczór rykowiska nie dał mi wielu zdjęć.

Dał mi za to kilka niesamowitych chwil.

A przede mną jeszcze kilka dni…

Pójdźka w locie.

Nie było łatwo – siedziała dość daleko, na swoim ulubionym słupku, a odległość nie pozwoliła na idealne kadry. Mimo to udało się uchwycić moment startu i lotu, a takie chwile zawsze cieszą.

W fotografii przyrodniczej nie każde zdjęcie musi być perfekcyjne. Czasem największą wartość ma sam moment, który udało się zatrzymać na fotografii.

Zapraszam do oglądania kolejnych ujęć tej małej, ale niezwykle charakternej sowy.

Kolejna wizyta u pójdźek i kolejne obserwacje.

Tym razem miałem już pewność, że warto czekać właśnie przy tym drzewie. To tutaj udało się wykonać dzisiejsze zdjęcia. Nie były to może najbardziej spektakularne chwile, ale każda kolejna obserwacja pozwala lepiej poznać te niezwykłe sowy.

Dowiedziałem się również czegoś nowego – to nie jeden ptak, lecz para pójdźek. Na razie nie potrafię jeszcze rozpoznać, która z nich jest samcem, a która samicą. Zauważyłem jednak pewną różnicę. Jedna z nich ma prawdopodobnie chorą lub uszkodzoną nogę i często odpoczywa stojąc tylko na jednej. Druga, gdy pojawiła się na drzewie, wybrała miejsce nieco wyżej.

Niestety nie udało mi się uchwycić momentu „zmiany wachty”, kiedy jedna zastępuje drugą. Może następnym razem będę miał więcej szczęścia.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć i dziękuję, że nadal śledzicie tę historię. Każda kolejna wizyta przynosi coś nowego.

Kolejny dzień z pójdźką i kolejny mały krok w poznawaniu jej świata.

Po kilku dniach obserwacji zaczynasz dostrzegać rzeczy, które wcześniej wydawały się przypadkowe. Także trzeba podkreślić wywiad środowiskowy, to ludzie którzy tam mieszkają na codzień. Trzeba pytać, zapamiętywać i czekać. Nagle okazuje się, że pewne miejsca nie są wybierane przez ptaki bez powodu. Jest słupek, na którym siadają częściej. Jest fragment łąki, który regularnie patrolują. Jest też drzewo.

Tak, właśnie to drzewo.

Kiedy pierwszy raz zauważyłem na nim pójdźkę, pomyślałem, że to przypadek. Potem zobaczyłem ją tam ponownie. I jeszcze raz. Potwierdzają to tez mieszkańcy, że to jeden z jej ulubionych punktów obserwacyjnych.

Od tego momentu plan był prosty. Przyjechać wcześniej, znaleźć odpowiednie miejsce, usiąść i czekać.

I właśnie ta ostatnia część jest najtrudniejsza.

Fotografia przyrodnicza bardzo rzadko wygląda tak, jak pokazują to media społecznościowe. Znacznie częściej jest to siedzenie w ciszy, obserwowanie pustych gałęzi, nasłuchiwanie każdego ruchu i ciągłe zadawanie sobie pytania: „Czy dziś się pojawi?”.

Czasami czekasz godzinę i nic się nie dzieje. Czasami dwa dni z rzędu wracasz bez zdjęcia. A czasami nagle dostrzegasz znajomą sylwetkę na gałęzi i wszystkie wcześniejsze godziny nabierają sensu.

Dzisiejsze zdjęcia pochodzą właśnie z takiego oczekiwania. Nie są idealne. Nie są wyjątkowo spektakularne. Ale kiedy na nie patrzę, widzę coś więcej niż tylko małą sowę siedzącą na drzewie. Widzę miesiące szukania, obserwowania i uczenia się jej zwyczajów.

I chyba właśnie dlatego cenię je najbardziej.

Kolejny dzień i kolejna przygoda z pójdźką.

Publikując następne zdjęcia tej małej sowy, nie chcę jedynie dodawać kolejnych kadrów do galerii. Chciałbym pokazać drogę, która prowadzi do ich wykonania. Bo fotografia przyrodnicza to często nie pojedyncze zdjęcie, ale tygodnie, a czasem miesiące obserwacji, prób i cierpliwego czekania.

Nie zawsze wszystko układa się tak, jak zaplanowaliśmy. Wychodzimy w teren z konkretnym pomysłem, a wracamy bez zdjęcia. Tak było również w przypadku pójdźki. Minęło kilka miesięcy, zanim udało mi się odkryć miejsca, gdzie można ją spotkać. A samo znalezienie odpowiedniej lokalizacji było chyba równie trudne, jak późniejsze wykonanie zdjęć.

Potem przyszedł czas na poznawanie jej zwyczajów. O której godzinie pojawia się najczęściej? W jakiej porze roku jest najbardziej aktywna? Na którym słupku lubi przesiadywać? Które drzewo wybiera jako punkt obserwacyjny? Takie szczegóły robią ogromną różnicę.

W tym przypadku musiałem też zdobyć zaufanie właścicieli farmy koni, poznać miejscowe psy i nauczyć się poruszać po terenie tak, by nikomu nie przeszkadzać. Bywały momenty, kiedy czułem się bardziej obserwatorem codziennego życia gospodarstwa niż fotografem. Czasami miałem wręcz wrażenie, że to ja podglądam ludzi, a nie dziką przyrodę.

Ale właśnie to jest piękne w tej pasji. Każde zdjęcie ma swoją historię. Każdy kadr jest efektem wielu małych kroków, których nie widać na fotografii.

Dzisiejsze zdjęcia może nie są najostrzejsze i daleko im do ideału, ale są częścią tej historii. A ja bardzo się cieszę, że mogę ją z Wami dzielić.

Dziękuję, że jesteście tutaj i że towarzyszycie mi w tych małych fotograficznych przygodach.

Spotkanie z PÓJDŹKĄ…

Pójdźka. Niewielka sowa, którą wielu zna ze zdjęć, ale znacznie mniej osób miało okazję spotkać ją w naturze.

Od dawna marzyłem o sfotografowaniu tego gatunku. (raz mi się udało) Wbrew pozorom odnalezienie sowy nie jest łatwe. Większość z nich prowadzi skryty tryb życia i jest aktywna głównie nocą. Pójdźka daje fotografowi nieco większe szanse, ponieważ często można ją obserwować także w ciągu dnia. Nie oznacza to jednak, że sama pojawi się przed obiektywem.

Po wielu wyjazdach, obserwacjach i nieudanych próbach w końcu udało się ją namierzyć. Zdjęcia, które dziś pokazuję, nie należą do moich najbardziej spektakularnych kadrów. Publikuję je jednak z innego powodu. Chcę pokazać, że fotografia przyrodnicza to nie tylko efekt końcowy, ale przede wszystkim droga prowadząca do wymarzonego spotkania.

To początek historii. Każde kolejne wyjście w teren przynosiło nowe doświadczenia, lepsze poznanie zachowań ptaka i coraz ciekawsze fotografie. Tak właśnie wygląda ewolucja fotograficznego „polowania” – od pierwszego dostrzeżenia celu, przez naukę jego zwyczajów, aż po zdjęcia, które naprawdę oddają charakter gatunku.

Zatrzymać się… zachwytu z leśnego mikroświata

Las ma swój drugi, cichy wymiar. Trzeba się zatrzymać, pochylić, czasem uklęknąć, by go zobaczyć. Wśród liści, mchów i wilgotnej ściółki kryją się małe, niepozorne grzyby – często pomijane, niezauważone, a jednak zachwycające w swojej formie, kolorze i delikatności.

Fotografia makro uczy cierpliwości i uważności. Na chwilę wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Liczy się tylko ten drobny fragment świata, który nagle okazuje się pełen życia i piękna. Choć jeszcze nie potrafię nazwać, jaki to dokładnie gatunek grzyba, wiem jedno – podoba mi się to, co robię. Sam proces patrzenia staje się ważniejszy niż etykieta czy definicja.

Patrząc na te małe stworzenia, łatwo zrozumieć coś więcej. Tak jak my uczymy się dostrzegać to, co niewielkie i ukryte, tak samo Bóg patrzy na człowieka – nie przez pryzmat wielkości, znaczenia czy doskonałości, ale z bliska, z czułością i uwagą. Dla Niego nikt nie jest zbyt mały, zbyt niepozorny, by nie był wart spojrzenia.

Te zdjęcia są zapisem chwili zatrzymania. Przypomnieniem, że czasem trzeba zejść nisko, by zobaczyć naprawdę dużo.

Bordowy grzybek w lesie – fotografia makro

W leśnym półmroku, pośród wilgotnej ściółki, wyrasta mały grzybek w kolorze głębokiego bordo. Nie krzyczy barwą – raczej zaprasza do zatrzymania się na chwilę.
Cały czas się uczę patrzeć uważniej: światła, detalu, cierpliwości. I im więcej się uczę, tym więcej radości odnajduję w tych drobnych formach życia.
Ta fotografia to zaproszenie, by choć na moment zwolnić, odetchnąć i odnaleźć swoje własne chwile wytchnienia w naturze.

25.12.12

Czarny kapelusz wśród liści – makro fotografia grzyba, który uczy uważności

Ten grzybek nie woła kolorem ani kształtem. Ma czarny „daszek”, który niemal całkowicie zlewa się z leśną ziemią. Wystarczy chwila nieuwagi – jeden krok za szybki – i można go zdeptać, nawet nie wiedząc, że coś pięknego właśnie zostało pominięte.

Dopiero gdy człowiek się zatrzyma, pochyli i spojrzy uważniej, natura znów potrafi zaskoczyć. W tym niepozornym grzybie jest cicho zapisane piękno: prostota, pokora, obecność bez potrzeby bycia zauważonym. Las nie krzyczy – on zaprasza do uważności.

Ta chwila przypomina, że to, co najdelikatniejsze i najcenniejsze, często ukrywa się nisko i w cieniu. Natura po raz kolejny zachwyca nie wielkością, ale subtelnością. Trzeba tylko zwolnić i pozwolić sobie zobaczyć więcej.