Kolejny dzień z pójdźką i kolejny mały krok w poznawaniu jej świata.

Po kilku dniach obserwacji zaczynasz dostrzegać rzeczy, które wcześniej wydawały się przypadkowe. Także trzeba podkreślić wywiad środowiskowy, to ludzie którzy tam mieszkają na codzień. Trzeba pytać, zapamiętywać i czekać. Nagle okazuje się, że pewne miejsca nie są wybierane przez ptaki bez powodu. Jest słupek, na którym siadają częściej. Jest fragment łąki, który regularnie patrolują. Jest też drzewo.

Tak, właśnie to drzewo.

Kiedy pierwszy raz zauważyłem na nim pójdźkę, pomyślałem, że to przypadek. Potem zobaczyłem ją tam ponownie. I jeszcze raz. Potwierdzają to tez mieszkańcy, że to jeden z jej ulubionych punktów obserwacyjnych.

Od tego momentu plan był prosty. Przyjechać wcześniej, znaleźć odpowiednie miejsce, usiąść i czekać.

I właśnie ta ostatnia część jest najtrudniejsza.

Fotografia przyrodnicza bardzo rzadko wygląda tak, jak pokazują to media społecznościowe. Znacznie częściej jest to siedzenie w ciszy, obserwowanie pustych gałęzi, nasłuchiwanie każdego ruchu i ciągłe zadawanie sobie pytania: „Czy dziś się pojawi?”.

Czasami czekasz godzinę i nic się nie dzieje. Czasami dwa dni z rzędu wracasz bez zdjęcia. A czasami nagle dostrzegasz znajomą sylwetkę na gałęzi i wszystkie wcześniejsze godziny nabierają sensu.

Dzisiejsze zdjęcia pochodzą właśnie z takiego oczekiwania. Nie są idealne. Nie są wyjątkowo spektakularne. Ale kiedy na nie patrzę, widzę coś więcej niż tylko małą sowę siedzącą na drzewie. Widzę miesiące szukania, obserwowania i uczenia się jej zwyczajów.

I chyba właśnie dlatego cenię je najbardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *